Azjatyckie sushi

Jestem osobą, która niezwykle szybko adoptuje się do nowych warunków i niekiedy na tyle mocno wtapiam się w życie w innym kraju, że zupełnie zapominam o różnicach między miejscem zamieszkania, a Polską. Tymczasem różnice czasem ujawniają się w bardzo prozaicznych rzeczach.

Sushi – potrawa rodem z Japonii. Właściwie nie ma tygodnia, żebym na lunch nie zjadła sushi, gdyż nie ukrywam jestem wielką fanką. W Warszawie również nie odmawiałam sobie tej potrawy. Przyznaję jednak, że tutaj zarówno ceny jak i dostępność sprawiają, że jest to sensowny wybór na obiad czy kolację.  Dodatkowo odkąd postanowiłam nie jeść mięsa ryby smakują mi jeszcze bardziej. Sushi w Azji jednak podawane jest w wersji bardzo różniącej się od tej, którą znamy z Polski.

IMG_4884 IMG_1620

W Europie przede wszystkim popularne są różnego rodzaju maki: Futomami, Uramaki i tzw. Rolls. Hongkongczyk mówiąc sushi ma najczęściej na myśli to co w Polsce znane jest pod nazwą Nigiri, czyli kulka ryżu a na niej kawałek ryby bądź owoc morza. Nierzadko również Nigiri pokryte jest na przykład surową japońską wołowiną najwyższej jakości zwaną Wagyu. Tradycyjnie również między ryżem a głównym składnikiem sushi powinien znajdować się japoński zielony chrzan Wasabi.

IMG_4524

DSC_0113 IMG_1271

Oczywiście globalizacja, która prowadzi do standaryzacji zachowań konsumenckich na całym świecie; oprócz tego, że doprowadziła do popularyzacji sushi na Zachodzie to również sprowadziła zachodnią wizję sushi na Wschód. Teraz w wielu restauracjach w Hongkongu również znajdziemy sushi w postaci maków. Często również te specjały, które zawierają majonez są określane mianem Western sushi. Rzadko jednak można zjeść sushi po obróbce termicznej. Z założenia jest to specjał z ryby surowej.

DSC_0118 DSC_0112

Zachodnie sushi jednak znacznie bardziej smakuje mi w Polsce. W Hongkongu zawsze delektuje się specjałami regionalnymi. Mój gust kulinarny również dość mocno ewaluował i teraz częstokroć sięgam po sashimi, które nie ukrywam w Polsce nie było moim ulubionym daniem.

IMG_6219 1393983_10151682723155950_1375734659_n

W Chinach i Hongkongu sushi cechuje się ogromną rozpiętością cenową w zależności od jakości składników, typu restauracji oraz formie podania. Na mieście istnieje wiele punktów Take-away, gdzie można kupić świeżo przygotowane zestawy już za bardzo niewielkie kwoty. Wiekszość supermarketów o większych powierzchniach również ma w swojej ofercie zestawy sushi, które przygotowywane są na miejscu. Szefowie kuchni mają po prostu swoje stoiska na środku sklepu i sporządzają potrawy na oczach klientów. Oczywiście nie brak miejsc bardzo prestiżowych, gdzie serwuje się sushi z bardzo różnorodnych i wyszukanych składników takich jak foie gras czy kawałki złota.

DSC_0116 DSC_0117

Często jecie sushi? Jakie są wasze ulubione zestawy?

Reklamy

A teraz coś z zupełnie innej beczki ;)…kolonialna tradycja popołudniowej herbatki

Na blogu często poruszam tematy problemów społecznych Hongkongu. Pisałam już o ludziach mieszkających w klatkach, o ekstremalnej sytuacji na rynku mieszkaniowym, prostytucji oraz globalnej migracji zarobkowej skupionej wokół Chungking Mansions. Chciałabym pokazać, że Hongkong to miasto pełne kontrastów i różne od tego co przedstawiają przewodniki turystyczne. Niemniej jednak, prawie w każdym znajdziecie informację o słynnej popołudniowej herbatce w hotelu Peninsula. To już inna strona Hongkongu: międzynarodowa, luksusowa, charakteryzująca się pięknymi miejscami, wyszukanymi smakami i eleganckimi strojami.

Landmark-Mandarin-Oriental-MO-Bar

Afternoon tea w hotelu Peninsula to tak naprawdę pozostałość kolonialnych zwyczajów. Hotel położony jest po stronie Kowloon i ma przepiękny widok na Zatokę Wiktorii – ikonę panoramy miasta. Swojego czasu herbatką delektowali się tutaj urzędnicy kolonialni czy wizytujący Hongkong Brytyjczycy. Dziś aby skosztować ich słodkości i popić herbatą w eleganckiej filiżance trzeba ustawić się w długiej kolejce, gdyż hotel nie przyjmuje rezerwacji na tę okoliczność. Nie wspominając już o tym, że cena za taką przyjemność również jest odpowiednia.

W tej chwili pochodzący z Anglii zwyczaj spożywania popołudniowej herbaty przeniknął do popkultury w Hongkongu i wiele hoteli kultywuje tę tradycję wymyślając to coraz nowsze przysmaki i przekształcając menu pod gusta chińskie. Przy okazji jednego ze spotkań świątecznych udało mi się z przyjaciółką spróbować menu popołudniowego w hotelu Mandarin Oriental, które zostało specjalnie przygotowane na okres Świąt Bożego Narodzenia we współpracy z luksusową marką słodyczy Laduree.

IMG_6109 copy IMG_6107 copy IMG_6096 copy

Obie z przyjaciółką preferujemy herbatę chińską bardziej niż Earl Grey, a więc zamówiłyśmy zestaw z oolong. Do herbaty serwowane były przekąski słodkie oraz słone. Był również bufet złożony z przeróżnych ciast, musów oraz deserów. Punktem programu były słynne makaroniki Laduree. Marka Laduree pracowała nad tym menu i w zestawie znalazły się dwa makaroniki z edycji limitowanej. Obsługa omawia każdą niewielką przekąskę.

IMG_6078 copy IMG_6071 copy 1 IMG_6091 copy IMG_6083 copy

Muszę przyznać, że makaroniki to niezwykle popularny trend kulinarny zarówno w Hongkongu, jak i większych miastach Chin. Przed Świętami w centrum handlowym Harbour City oraz Landmark, miejsc znanych z ogromnej ilość klientów w Chin kontynentalnych, do sklepów Laduree ustawiają się kilkudziesięciu metrowe kolejki.

Myślę, że doświadczenie popołudniowej herbatki to niezwykle miły element przedświątecznych celebracji. Sama jednak traktuje taki wypad na herbatkę raczej jako ciekawostkę. Rozumiem też doskonale czemu ten zwyczaj może mieć tak ogromną ilość wielbicieli tutaj, zwłaszcza w mieście, gdzie tak dużą uwagę przywiązuje się do jedzenia. Niewątpliwie atmosfera wydarzenia była iście świąteczna.

IMG_6158 copy IMG_6121 copy

 

 

West Kowloon Cultural District podczas festiwalu Clockenflap

To co udało mi się przeżyć w zeszły weekend na pewno pozostanie w pamięci na długo. Moi znajomi z Warszawy zawsze się dziwią kiedy mówię im, że idę na koncert bądź festiwal i twierdzą, że to do mnie nie pasuje. Ja jednak uwielbiam atmosferę, jaka towarzyszy festiwalom muzycznym i koncertom. Nie wiem czy to przypadek czy „magia” festiwali, ale za każdym razem poznaję mnóstwo interesujących ludzi i świetnie się bawię.

IMG_5671 IMG_5685 DSC_0909 DSC_0891

W Hongkongu nie ma zbyt długiej tradycji festiwali muzycznych i jest to raczej nowy trend miejski. Rozwój takich atrakcji tak naprawdę jest sprzężony z budową na ziemiach odzyskanych wielkiej dzielnicy West Kowloon Cultural District zainicjowanej przez rząd hongkongski by wspierać rozwój kulturalny miasta. Pracę nad dzielnicą nadal trwają i ukończenie planowane jest na rok 2017. Festiwal Clockenflap odbywa się regularnie od roku 2008.

1

IMG_5725 IMG_5777

Zeszłej jesieni kupiłam bilet z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem i niestety zupełnie się rozchorowałam, czego bardzo żałuję, zwłaszcza po emocjach z tego weekendu. Clockenflap to największy i najbardziej międzynarodowy festiwal w Hongkongu. Co roku przez trzy dni listopada bądź grudnia można posłuchać fajnych zespołów zagranicznych oraz miejscowych. W tym roku niewątpliwie gwiazdą był Franz Ferdinand, Four Tet oraz słynna hongkongska piosenkarka, nagrywająca w Stanach – G.E.M. Ja  z wypiekami na twarzy słuchałam koncertu Tegan and Sara i do tej pory nie mogę uwierzyć, że ich wystąpienie trwało tylko godzinę. L Duet grał większość piosenek z najnowszego albumu Heartthrob, choć było też kilka utworów z So Jealous – mojego ulubionego albumu.

IMG_5761 IMG_5756 IMG_5802

Oprócz występów muzycznych na festiwalu można również zwiedzić kilka wystaw kreatywnej sztuki, sztuki wykorzystującej technologię oraz fotografii. Można również uczestniczyć w seansach filmowych niezależnych lokalnych produkcji. Były również stoiska z cateringiem ze znanych hongkongskich restauracji. Dla mnie hitem były sprzedawane świeżutkie kokosy, które uwielbiam i po które wracałam kilkakrotnie. Był również polski akcent. Mianowicie, strefę VIP sponsorowała marka wódki Belvedere.

IMG_5830 IMG_5829 IMG_6011 IMG_6010

A wszystko to nad samiutką Zatoką Wiktorii ze wspaniałą panoramą, neonami miasta i podświetlanymi na tę okazję budynkami.

DSC_0895

IMG_5713

Chodzicie na festiwale? Które są najfajniejsze, z tych, które regularnie odbywają się w Polsce?

Szepty i jęki, czyli wprowadzenie do tematu prostytucji w Hongkongu

Po sukcesie wpisu o Mieście za Murami postanowiłam również naświetlić nieco temat prostytucji w Hongkongu.

Pomysł na ten wpis powstał, ponieważ w zeszłym roku jak już wspominałam mieszkałam na Yau Ma Tei, w bezpośrednim sąsiedztwie Mong Kok. Trzy kroki od kamienicy, w której wynajmowałam pokój ciągnęła się ulica Portland Street. Przez niektórych nazywana hongkongska „dzielnicą czerwonych latanii”. Pełno jest tam różnego rodzaju salonów masażu, masażu stóp oraz bezpośrednio reklamujących się domów „uciech”. Pomyślicie pewnie, że co tam dziewczyna, taka jak ja, może wiedzieć na temat prostytucji.  Rzeczywiście, nie mam zupełnie kontaktu z tym środowiskiem. Podejrzewam, że większość moich znajomych również nie. Ci, którzy potencjalnie mogli korzystać z tego typu usług raczej nie będą o tym rozgłaszać wszystkim swoim znajomym. Moja perspektywa zatem wywodzi się w większości z obserwacji i materiałów wtórnych, takich jak książki, artykuły prasowe i publikacje naukowe.

Zacznę od tego, że w Hongkongu prostytucja jest legalna. Nielegalne jest, podobnie jak w większości krajów, stręczycielstwo bądź sutenerstwo. Istnieją przejrzyste regulacje kontrolujące tę część życia społecznego. Prostytutka może założyć swój własny biznes i pracować w pojedynkę. Zbiorowa prostytucja jest jednak surowo zabroniona. W Hongkongu zjawisko to można rozpatrywać na trzech poziomach. Istnieje prostytucja luksusowa, bardzo dyskretna, nakierowana na klienta zamożnego; związana z hotelami, ekskluzywnymi klubami, imprezami i miejscami, w których pojawiają się międzynarodowi biznesmeni czy urzędnicy rządowi. Obok niej funkcjonuje sektor prostytutek, które przyjmują klientów w swoich mieszkaniach bądź wyznaczonych do pracy lokalach, ogłaszając się całkiem zwyczajnie w Intrnecie. Jest również segment tzw. „street-walkers” –  dziewczyn, które do klienta docierają za pomocą, nazwijmy to „marketingu bezpośredniego”.  Z tym segmentem, pomimo cały czas aktywnej kontroli rządowej, dość silnie związane są Triady.

prostitute-prices-in-china

Kobiety prostytuujące się są dość widoczne. Uliczne prostytutki to często Chinki z Chin kontynentalnych, Tajki bądź Filipinki. Słyszałam również, że w zawodzie tym można również spotkać kobiety rasy kaukaskiej: Rosjanki bądź Ukrainki, ale podobno ich domeną jest zdecydowanie Makau. Niekiedy również pracują dziewczyny z Hongkongu. W dzielnicy Wan Chai, jednego z głównych ośrodków prostytucji, w weekendy i wieczorami nie sposób nie zauważyć starszych Europejczyków czy Amerykanów paradujących po ulicy z młodziutkimi kuso odzianymi Filipinkami. Dla mnie widok dość przerażający.

wanchai-girls

Jeśli jesteście tym tematem zainteresowani z socjologicznego punktu widzenia, to zachęcam do lektury książki „Whispers and Moans” autorstwa Yeeshan Yang. Publikacja jest naprawdę wciągająca. Myślę, że na jej przeczytanie spokojnie wystarczy poświęcić jeden dłuższy wieczór.  Książka opiera się na wywiadach z pracownikami sektora seksu za pieniądze; zarówno kobiet jak i mężczyzn. Na jej podstawie powstał również film o tym samym tytule.

9628673289

Tak z ciekawości, co sądzicie na temat legalizacji prostytucji? Myślicie, że takie rozwiązanie sprawdza się w Hongkongu? A co z krajami europejskimi?

Koniec studiów. Chwile, których nie zapomnę.

Czuję, że ten wpis powinien był powstać pod koniec tamtego tygodnia, bezpośrednio po uroczystości zakończenia przede mnie studiów, ale wyniknęło sporo bieżących spraw, którymi niestety musiałam się zająć i praktycznie nie miałam chwili, żeby w końcu zdać Wam relację z tych dwóch jakże ekscytujących dla mnie dni. Mam wrażenie, że post będzie też dosyć narcystyczny jako, że umieszczam mnóstwo swoich prywatnych zdjęć, ale forma komunikacji oprócz porozumiewania się z Wami pozwala mi również dotrzeć do rodziców i znajomych. Uściślając, właściwie jest odwrotnie, gdyż to był jeden z powodów, dla których zaczęłam pisać.

Tym samym, dopiero dzisiaj moje pierwsze zdjęcia lądują w Internecie. Pojawiło się jedno wcześniej na Fan Page’u Hong Kong Dreaming oraz na moim prywatnym profilu na Facebooku, ale dopiero teraz ma chwilkę czasu, żeby przejść przez część ujęć i wybrać coś ciekawszego. Przede wszystkim, dedykuje dzisiejszy wpis rodzicom, których nie było ze mną podczas uroczystości, ale bardzo dobrze wiem, że chcieli być wtedy ze mną, ale zatrzymały ich ważne sprawy w Warszawie. Bez nich w ogóle nie miałabym możliwości wyjechania zagranicę i studiowania w tak wspaniałych i rozwijających warunkach. Zdaje sobie sprawę, jak wiele im zawdzięczam.

IMG_5282 IMG_5321 IMG_5305

Bardzo żałuję, że w Warszawie, przynajmniej na Uniwersytecie Warszawskim, na którym wcześniej studiowałam, nie ma tego typu uroczystości. Widziałam u znajomych na Facebooku, że na przykład uczelnia Koźmińskiego kultywuje tę tradycje. Osobiście uważam, że to jest bardzo fajne. Na uczelni spędzamy jednak trochę swojego życia i człowiek, chcąc nie-chcąc, ma pewne sentymenty względem ludzi, murów, w których spędził godziny na wkuwaniu, pisaniu kolokwiów, czekaniu w kolejce do dziekanatu, ale również ciekawych dyskusjach z przyjaciółmi i znajomymi, decydowaniu, na które zajęcia iść; rozmowach z profesorami, doktorami, promotorami i paniami z bufetu. Cała obrona powinna być swojego rodzaju uwieńczeniem tej całej pracy i emocji, które włożyliśmy w nasze studia, ale to jednak nadal nie porównuje się do uroczystego zakończenia.

IMG_5325

Tradycja promocji magisterskiej (to nazewnictwo, którego użycie sugerowane jest w przypadku tłumaczenia z angielskiego „graduation”) wywodzi się z tradycji akademickiej krajów anglosaskich. W Chinach i w samym Hongkongu, gdzie sektor edukacji w dużej mierze opiera się na standardach zachodnich również jest normą. Trochę szerzej o samej kulturze nauki w Chinach i Hongkongu pisałam wcześniej tu. Ciekawe jest natomiast to, że samą uroczystość mieliśmy na The Chinese University of Hong Kong, dosyć późno, ponieważ dopiero pięć miesięcy po zakończeniu zajęć.

IMG_5556 IMG_5553 IMG_5555

Cała uroczystość rozłożona była na dwa dni i jako absolwenci, wszyscy zobowiązani byliśmy w te dni chodzić w todze na kampusie. Pierwszy dzień był poświęcony tzw. kongregacji dyplomów i zarówno absolwenci studiów licencjackich, jak i magisterskich zostali oficjalnie dopuszczeni przez kanclerza uczelni do promocji. Kanclerz informuje również o tym, jakie badania są w tej chwili prowadzone na uczelni i zwraca uwagę na ciekawsze projekty. Tego dnia miałam według moich kolegów, spotkało mnie dość duże wróżenie, ponieważ rektor uczelni schodząc ze sceny osobiście mi pogratulował oraz uścisnął dłoń. Takie zdarzenia nie są przewidziane w scenariuszu uroczystości, więc w pewnym sensie poczułam się zaszczycona. Drugi dzień był już uroczystością właściwą, gdzie nasze nazwiska zostały wyczytane i otrzymaliśmy oficjalne gratulacje na scenie. Moje jakże „egzotyczne” tutaj imię i nazwisko nieco utrudniło zadanie wyczytującemu profesorowi. Po uroczystości znajoma z Anglii zauważyła, że sytuacja tutaj jest dość odwrotna do tej panującej w Londynie, gdzie wielu absolwentów wyższych uczelni to ludzie z Azji i tam profesorowie nierzadko łamią sobie języki na orientalnych imionach.

IMG_5559 IMG_5560

Drugiego dnia mieliśmy również zorganizowane mniejsze spotkanie tylko i wyłącznie dla absolwentów mojego wydziału, rodziców i przyjaciół. Podane były lokalne przysmaki: pierożki, sajgonki oraz słynne na cały Hongkong „egg tarts”. Zorganizowana również była profesjonalna sesja zdjęciowa. Kampus CUHK ma akurat fantastyczną scenerię, więc tło na zdjęciach nierzadko zachwyca. W ogóle polecam Wam jeśli kiedykolwiek wybierzecie się tutaj, wysiądźcie kiedyś na stacji metra „University” i zajrzyjcie na kampus. Dla samych widoków, naprawdę warto!

IMG_5557 IMG_5558

IMG_5563 IMG_5562 IMG_5561

Uroczystej radosnej atmosferze towarzyszyły oczywiście całe sekwencje osobistych sesji zdjęciowych. Niekiedy w przedziwnych miejscach i pozach. Oprócz zdjęć z samego kampusu wrzucam również fotki, które zrobiłam po całym dniu na uniwersytecie, już w mieście, na tle jednego z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Hongkongu – panoramy Zatoki Wiktorii z punktu obserwacyjnego na Tsim Sha Tsui.

IMG_5565

IMG_5566Dajcie znać co sądzicie o tego typu uroczystościach na uczelni? Może ktoś z Was studiował w Anglii albo w Stanach i ma porównanie?