Archiwum kategorii: Kowloon

West Kowloon Cultural District podczas festiwalu Clockenflap

To co udało mi się przeżyć w zeszły weekend na pewno pozostanie w pamięci na długo. Moi znajomi z Warszawy zawsze się dziwią kiedy mówię im, że idę na koncert bądź festiwal i twierdzą, że to do mnie nie pasuje. Ja jednak uwielbiam atmosferę, jaka towarzyszy festiwalom muzycznym i koncertom. Nie wiem czy to przypadek czy „magia” festiwali, ale za każdym razem poznaję mnóstwo interesujących ludzi i świetnie się bawię.

IMG_5671 IMG_5685 DSC_0909 DSC_0891

W Hongkongu nie ma zbyt długiej tradycji festiwali muzycznych i jest to raczej nowy trend miejski. Rozwój takich atrakcji tak naprawdę jest sprzężony z budową na ziemiach odzyskanych wielkiej dzielnicy West Kowloon Cultural District zainicjowanej przez rząd hongkongski by wspierać rozwój kulturalny miasta. Pracę nad dzielnicą nadal trwają i ukończenie planowane jest na rok 2017. Festiwal Clockenflap odbywa się regularnie od roku 2008.

1

IMG_5725 IMG_5777

Zeszłej jesieni kupiłam bilet z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem i niestety zupełnie się rozchorowałam, czego bardzo żałuję, zwłaszcza po emocjach z tego weekendu. Clockenflap to największy i najbardziej międzynarodowy festiwal w Hongkongu. Co roku przez trzy dni listopada bądź grudnia można posłuchać fajnych zespołów zagranicznych oraz miejscowych. W tym roku niewątpliwie gwiazdą był Franz Ferdinand, Four Tet oraz słynna hongkongska piosenkarka, nagrywająca w Stanach – G.E.M. Ja  z wypiekami na twarzy słuchałam koncertu Tegan and Sara i do tej pory nie mogę uwierzyć, że ich wystąpienie trwało tylko godzinę. L Duet grał większość piosenek z najnowszego albumu Heartthrob, choć było też kilka utworów z So Jealous – mojego ulubionego albumu.

IMG_5761 IMG_5756 IMG_5802

Oprócz występów muzycznych na festiwalu można również zwiedzić kilka wystaw kreatywnej sztuki, sztuki wykorzystującej technologię oraz fotografii. Można również uczestniczyć w seansach filmowych niezależnych lokalnych produkcji. Były również stoiska z cateringiem ze znanych hongkongskich restauracji. Dla mnie hitem były sprzedawane świeżutkie kokosy, które uwielbiam i po które wracałam kilkakrotnie. Był również polski akcent. Mianowicie, strefę VIP sponsorowała marka wódki Belvedere.

IMG_5830 IMG_5829 IMG_6011 IMG_6010

A wszystko to nad samiutką Zatoką Wiktorii ze wspaniałą panoramą, neonami miasta i podświetlanymi na tę okazję budynkami.

DSC_0895

IMG_5713

Chodzicie na festiwale? Które są najfajniejsze, z tych, które regularnie odbywają się w Polsce?

Reklamy

Nielegalne Miasto za Murami. Slajdy z ostatnich lat przed zburzeniem.

Czy słyszeliście kiedyś o Mieście za Murami na Kowloon? Jest to moim zdaniem najbardziej intrygująca, przerażająca, a zarazem inspirująca historia dotycząca Hongkongu. Kowloon Walled Ciy, które przez kilka tysięcy lat istniało przysłonięte ciemnością. Najgęściej zaludnione miejsce na ziemi; z systemem korytarzy i wznoszącymi się ku niebu coraz to nowszymi nielegalnie dobudowywanymi kondygnacjami, brak wody, światła, przestrzeni . Miasto bez prawa.  To tylko niektóre z cech tego miejsca.

Kowloon-Walled-City

W temacie tym czuję się wręcz ekspertem z tego względu, iż jestem osobą, która często popada w różne obsesje tematami i Kowloon Walled City był jednym z nich. Czytałam książki, artykuły, oglądałam filmy, a raczej jedyny oficjalny reportaż, który powstał wewnątrz osiedla (Wklejam link do widea na YouTubie na końcu artykułu). Miasto w tej chwili już nie istnieje, ale na jego miejscu wybudowano park. W Parku można nadal spotkać osoby, które kiedyś mieszkały w tym legendarnym osiedlu i miałam okazję porozmawiać z dwoma takimi starszymi Panami. Zdecydowanie jest to moje ulubione miejsce w Hongkongu  i choć z miasta zostało tylko kilka kamieni pośrodku nowopowstałego parku, to sama idea i duch historii fascynuje.

IMG_2908 IMG_2907 IMG_2904

Źródło: prywatne

Hongkong od zawsze zmagał się z problemami ogromnej populacji i braku przestrzeni. Pisałam wcześniej o dzielnicy Mong Kok, która uznawana jest obecnie za najbardziej zaludnione miejsce na ziemi. Do 1992 roku przypisywano ten rekord miejscu o nazwie Kowloon Walled City. Osada powstała po stronie Kowloon w XIX wieku w okresie panowania dynastii Qing w Chinach. Była fortem obronnym i służyła do wypatrywania grabiących ląd piratów. W okresie panowania kolonii brytyjskiej teren ten pozostał terenem spornym z Chinami. Sprawa nie została rozwiązana i w celu unikania dalszych konfliktów postanowiono pozostawić to miejsce „samemu sobie”.  W ciągu XX wieku do enklawy napłynęła ogromna ilość kryminalistów oraz uciekinierów z Chin kontynentalnych. Wszyscy wiedzieli, że policja czy urzędnicy państwowi na teren osiedla nie wkroczą. Dodatkowo, ludzie uzależnieni od opium, heroiny i innych twardych narkotyków, które oczywiście w Chinach i samym Hongkongu były towarem niezwykle łatwo dostępnym, również pokochali to miejsce, gdyż mogli tam w spokoju poddać się swoim uzależnieniom. Jednocześnie biznes narkotykowy natychmiastowo sprowadza tzw. Triady, czyli chińską mafię, która w Hongkongu ma ogromną tradycję i jej szeregi są praktycznie nieprzeniknione do dzisiaj. Gdzie narkomani i mafia tam nie może oczywiście zabraknąć prostytutek, których usługi w Kowloon Walled City były podobno najtańszymi w mieście.

Wyobraźcie sobie życie na 4m2, bez okna, bez światła, bez bieżącej wody. Tak żyli ludzie w tym mieście. Całymi rodzinami na jednym małym łóżku spali na zmiany. Bez okna nie było nawet możliwości wyczucia czy na zewnątrz jest dzień czy noc, jaka jest pogoda. Oprócz elementu kryminalnego, mieszkali tutaj również przeciętni obywatele z biedniejszych warstw społecznych. Nielegalnie „podłączali się” pod źródła elektryczności i wody w pobliżu fortu. Szybko rozwinął się drobny biznes w szarej strefie. Na paterach czy pierwszych piętrach powstało wiele malutki fabryk, które produkowały makaron chiński, przerabiały ryby na kuleczki rybne i wyrabiały opakowania z plastiku. Bez kontroli, w warunkach zupełnie niehigienicznych, ludzie i maszyny pracowały dzień i noc by przynieść dochód właścicielom. Klientów na towary wyrabiane tam w samym Hongkongu nie brakowało. Eleganckie restauracje zamawiające dostawy przymykały oczy na to, że po ich makaronie biegały szczury, a kuleczkach rybnych zalęgały się karaluchy. Ceny z Kowloon Walled City deklasowały absolutnie ceny konkurencji.

Co ciekawe, Kowloon Walled City specjalizowało się również w najtańszych w okolicy dentystach. W witrynach przed wejściem do miasta można było podziwiać szczęki, zęby i zdjęcia dentystów przy pracy. Wszystko to jako dowód profesjonalizmu pracujących tam stomatologów. Ich praca bowiem również funkcjonowała poza prawem, bez licencji i kontroli sanitarnych.

article-2139914-12EF3293000005DC-755_964x618 article-2139914-12EF3138000005DC-187_964x628 article-2139914-12EF314C000005DC-57_964x619 article-2139914-12EF32E2000005DC-109_964x622 article-2139914-12EF32F6000005DC-713_964x620 article-0-12EF32BB000005DC-209_964x618

W latach 70tych do Hongkongu przypływało wielu chrześcijańskich misjonarzy z Zachodu. W ten sposób  w Mieście za Murami znalazła się Jackie Pullinger, która powzięła na siebie zadanie pomocy heroinistom zamieszkującym enklawę. Swoje przygody opisuje w książce „Chasing the Dragon”. Dokładnie opisuje ona jaką walkę musiała początkowo stoczyć o pomoc ludziom uzależnionym, jak przenikała struktury mafijne i zjednywała sobie bossów mafii swoim łagodnym usposobieniem i wyjątkową efektywnością w walce z heroiną. Przede wszystkim, autorka ukazuje zwyczajne życie toczące się w ciemnych uliczkach, małych mieszkaniach i rynsztokach  w Kowloon Walled City z perspektywy jedynego obcokrajowca.

Chasing-the-Dragon-9780830743827

Pod koniec lat 80tych rząd postanowił, że problemu rozrastającego miasta bez prawa musi się pozbyć. Ustalono datę zburzenia i program ekspatriacji mieszkańców. Wśród nich były głosy zarówno za, jak i przeciw tej decyzji. Nie mniej jednak zburzenie dokonało się w roku 1992 i na miejscu powstał park upamiętniający to miejsce. W samym parku, przyznam szczerze raczej nie ma wyjątkowo wiele do zobaczenia. Widać bramę miasta z chińskim napisem „Kowloon Walled City” oraz fundamenty kilku budynków. Dokładnie widać jaka małą powierzchnię mógł mięc w poziomie jeden budynek. Jest również kilka ciekawych fotografii i można wysłuchać nagrań audio o tym, jak wyglądało życie w mieście.

article-2139914-12EF321E000005DC-81_964x604 article-2139914-12EF320B000005DC-960_470x745 article-0-12EF342A000005DC-818_964x770

 

Źródło: http://www.dailymail.co.uk/news/article-2139914/A-rare-insight-Kowloon-Walled-City.html

Kowloon Walled City jest niewątpliwie legendą i w dzisiejszej popkulturze funkcjonuje do tej pory. Ja nawet sama nie zdawałam sobie sprawy, że na przykład w grze Call of Duty jest dość realistyczna możliwość przejścia przez Miasto za Murami. Również  ogromne hollywódzkie produkcje inspirowały się miastem w trakcie pisania swoich scenariuszy. Podobno twórcy Batmana porównywali Gotham City do Kowloon Walled City. Znacie jakieś inne ciekawe wycinki z popkultury inspirowane miejscem? Co sądzicie o tej enklawie?

Piekło w raju. Ludzie mieszkający w klatkach.

Dzisiaj temat, który wyjątkowo poruszył moje serce i umysł w zeszłym roku kiedy mieszkałam w starej kamienicy na Mong Kok. Do chwili obecnej interesuję się mocno tematem i wierzę w poprawę sytuacji.

Pisałam już o tym, jak niezwykle osobliwy jest rynek mieszkaniowy w Hongkongu. Ogromna populacja stłoczona jest na zaledwie 1100 km2;  kilku wyspach, ziemiach odzyskiwanych z morza oraz skrawku kontynentu. Oczywiście ogromny popyt na mieszkania zarówno do kupienia, jak i wynajęcia powoduje stały wzrost cen nieruchomości, które i tak są na bardzo wysokim poziomie. Luksusowe nieruchomości sprzedają się tutaj za rekordowe sumy. Pomimo starań rządu w walce z cenami, ich poziom nie spada. To powoduje, że przestrzeń życiowa ludzi jest na ogół bardziej ograniczona. Mieszkania są małe, a piętrowe łóżka i składane meble niezwykle popularne.

Tak bogate miasto, gdzie rząd co roku ma nadwyżkę w budżecie, rozdaje pieniądze obywatelom, ma największy udział luksusowych samochodów na głowę mieszkańca i więcej sklepów Louis Vuitton niż Paryż, ma swoją ciemną stronę. Dziesiątki tysięcy ludzi, pracujących za pensje niższe niż przeciętnie, mieszka w warunkach urągających godności ludzkiej.

Wielu właścicieli mieszkań, korzystając z koniunktury dzieli mieszkania na coraz to mniejsze jednostki. Im więcej bowiem jednostek mieszkalnych, tym wyższy zwrot w powierzchni kwadratowej. Niektórzy dzielą zatem większe mieszkania na klatki mieszkalne – jednostki wielkości łóżek ogrodzone drutem. Lokatorzy klatek to przeważnie ludzie starsi, pracownicy niewykwalifikowani migrujący z Chin, czy osoby chore. Takie klatki mają przeważnie powierzchnię 1,8m / 80 cm i mieszczą cały dobytek swoich lokatorów.  Za metr  kwadratowy takiej klatki w bardzo biednych dzielnicach w pokoju, który mieści nawet do 20 klatek, właściciele potrafią liczyć sobie po 200US$.  Mieszkańcy dzielą wspólną łazienkę i miejsce do umycia. Do kuchni dostęp mają raczej rzadko, co wymusza na nich wydawanie pieniędzy na jedzenie na wynos. Dodam, że w Hongkongu w lato, które trwa tu właściwie pół roku, jest niezwykle gorąco. Jest to klimat bardzo wilgotny, więc zarazki, bakterie, pot i brud roznoszą się znacznie szybciej niż w chłodniejszych warunkach. Miasto jest również domem dla mnóstwa karaluchów i innych insektów, które lgną do brudnych, ciemnych i ciasnych pomieszczeń. Prawdopodobnie w takich lokalizacjach nie ma klimatyzacji albo jest tylko jeden klimatyzator na 20 osób. Często też nie ma okien.

Chodząc po Mong Kok, Yau Ma Tei i Sham Shui Po zawsze zastanawiałam się, który z budynków jest domem ludzi z klatek. Widziałam już wiele mieszkań w Hongkongu i łatwo mogę sobie wyobrazić takie warunki, ale trudno mi pojąć mechanizm działania właścicieli mieszkań, którzy co miesiąc patrzą w oczy ludziom z klatek i pobierają od nich niemały czynsz. Co myślicie na ten temat? Czy w Polsce bądź gdzieś w Europie jest możliwataka sytuacja? 

article-2084971-0F6811F700000578-728_634x481 (1) article-2084971-0F6811FF00000578-951_634x421 article-2084971-0F68125F00000578-805_634x984 article-2084971-0F68120300000578-201_634x421 article-2084971-0F68125300000578-754_634x421 article-2084971-0F68125700000578-17_634x421 article-2084971-0F68126300000578-872_634x421 BCCagePeople10 "LIFE IN COFFINS FOR HONG KONG POOR" - Pic 6 "LIFE IN COFFINS FOR HONG KONG POOR" - Pic 21 "LIFE IN COFFINS FOR HONG KONG POOR" - Pic 32Źródło: http://www.briancasseyphotographer.com

 

Szalony Mong Kok – najbardziej zaludniony zakątek na ziemi

O dzielnicy Central i jej mieszkańcach można przeczytać w jednym ze starszych postów: http://bit.ly/18xNaKo . Nie można jednakże pisać o Hong Kongu i nie wspomnieć o Mong Kok (旺角). Jest to obszar na stronie Kowloon. Przez niektórych ekspatów nazywany the dark side. Tutaj również miałam okazję mieszkać, z przyczyn właściwie ode mnie niezależnych, chyba najdłużej, ponieważ przez całe pół roku i muszę przyznać, że było to naprawdę wyjątkowe doświadczenie. Kiedyś nawet lubiłam tą dzielnicę ze względu na jej rozrywkowy charakter, dostępność wszelkiego rodzaju niedrogiego jedzenia i zakupów na każdą kieszeń, ale po jakimś czasie mieszkania tam staram się raczej omijać to miejsce z daleka.

Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że jest ilość osób na km2 jest tam największa na ziemi. Morze ludzi przewija się przez to miejsce każdego dnia o każdej porze. Tłumy, tłumy, tłumy… a jak wiadomo niestety w tłumach nie da się poruszać szybko, ani sprawnie.

29362_10152219859260352_848596490_n

DSC_05063610886-3x2-700x467

Po drugie cała dzielnica ma bardzo specyficzny nieprzyjemny zapach. Jest tutaj wiele stanowisk z ulicznymi przekąskami, a wśród nich król odoru smelly tofu. Jest to tofu smażone na głębokim oleju i niestety ta przekąska pachnie obrzydliwie i jest to zapach bardzo intensywny.

mong-kok-street-food

Po trzecie, zanieczyszczenie powietrza stale utrzymuję się na wysokim poziomie. W mieszkaniu prawie nigdy nie otwierałam okien. Mija się to bowiem z celem. Otworzenie okna nie pozwala na przewietrzenie pokoju, ale raczej sprawia, że jest jeszcze bardziej duszno, a na świeżo umytych naczyniach niemalże od razu osadza się kurz. Naczynia właściwie trzeba myć dwukrotnie: przed i po użyciu. Po, ze względu na to, że resztki jedzenia przyciągają robactwo oraz niestety najgorszą zmorę mieszkania w starych budynkach -karaluchy. Przed, ponieważ od czasu poprzedniego umycia już zdążył osadzić się na nich kurz.

Kolejna sprawa to niestety zjawisko psychologii tłumu, w której ludzie niestety stają się mniej uprzejmi, bardziej agresywni i bardziej dziarsko walczą o swoje.

Hong Kong jest miejscem niezwykle bezpiecznym i wśród wielu międzynarodowych rankingów plasuje się na ostatnich miejscach pod względem ilości przestępstw (The Economist). Jeśli cokolwiek złego ma się zdarzyć to myślę jednak, że największe prawdopodobieństwo jest że stanie się to tutaj na Mong Kok.

Triady

To właśnie tutaj według miejskich legend, urzędują członkowie Triad – chińskich gangów. Mają oni rzekomo kontrolować część ulicznego biznesu oraz wszechobecnej prostytucji. Myślę, że dobrym wprowadzeniem do tego co dzieje się w tej dzielnicy pod osłoną nocy jest popularna również w Europie gra Sleeping Dogs, jeśli ktoś tak jak ja jest fanem gier video. Wielu obcokrajowców, a zwłaszcza tych, którzy nie znają chińskiego, w ogóle nie jest świadoma charakteru dzielnicy. Miejscowi jednak, słysząc, że ktoś mieszka na Mong Kok łapią się za głowę i drżą o bezpieczeństwo. Ja sama niestety miałam nieprzyjemną tu przygodę, co również w dużej mierze przyczyniło się do mojego negatywnego stosunku do tego miejsca.

Pomimo tego wszystkiego uważam, że odwiedzenie tej dzielnicy to absolutny must go, dla wszystkich podróżujących do Hong Kongu. To prawdziwie chiński obszar. Mieszka tutaj dużo starszych osób. Być może biedniejszych, ale z zapałem kultywujących dawne tradycje chińskie. Jest dużo sklepów z herbatą, kadzidełkami, wszelkiego rodzaju dewocjonaliami przeznaczonymi do czczenia przodków. Jest to również królestwo ulicznych bazarów, z których jednym z najpopularniejszych jest chyba Ladies’ market na Fa Yuan Street.

Ladies’ market

Na tym bazarze ciągnącym się właściwie przez długość całej dużej ulicy można dostać właściwie wszystko co związane z kulturą chińską, począwszy od pałeczek i zastaw do picia herbaty, poprzez przyrządy do kaligrafii, aż po chińskie tradycyjne stroje i biżuterię. Są oczywiście również podróbki znanych marek, designerskie torebki i buty od znanych projektantów. Nie jest to jednak dominujący towar, gdyż siedzibą wszelkich podrób jest pobliskie miasto ShenZhen, o którym na pewno jeszcze napiszę. Na Ladies Market wszystko jest niedrogie, w dużych ilościach i ze względu na cenę raczej niezbyt wysokiej jakości. Na bazarze trzeba się targować. Sprzedawcy są raczej aroganccy i nie ma co się spodziewać obsługi, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni w centrach handlowych, ale można oczywiście zakończyć wizytę z niezłymi łupami zakupowymi, o które trudno w Europie.

SAMSUNG SAMSUNG SAMSUNG SAMSUNG SAMSUNG

 

Tim Ho Wan oraz Temple Street

Drugą niewątpliwą zaletą Mong Kok jest jedzenie. Na każdym kroku można natknąć się na dziadków sprzedających głęboko smażone przekąski na ulicy, na restauracje, przed którymi w porze lunchu i kolacji ustawiają się metrowe kolejki oraz takie, na 14 piętrze z tyłu jakiegoś budynku, do których zaprowadza uliczny naganiacz.

To tutaj do zeszłego roku miała swoją siedzibę jedna z najsłynniejszych restauracji dim-sum, czyli tradycyjnych hongkońskich przekąsek. Restauracja Tim Ho Wan stała się rozpoznawalna dzięki corocznej rekomendacji przewodnika kulinarnego Michelin. Jest to najtańsza restauracja polecana przez Michelin (http://www.telegraph.co.uk/travel/foodandwineholidays/7145607/Tim-Ho-Wan-restaurant-Hong-Kong-the-hottest-meal-ticket-in-town.html) . Jej pierwotna siedziba w Mong Kok nie przyjmowała rezerwacji i aby zjeść tutaj zazwyczaj trzeba było stać ogromnej kolejce, niekiedy przez kilka godzin. W tej chwili nieprzyjemności czekania można zredukować rezerwując odpowiednio wcześniej miejsce w innych oddziałach sieci. Miejsce na Mong Kok zostało bowiem przeniesione w inną część miasta, a dekoracje w innych restauracjach zestandaryzowano. Podobno nawet można się posilić dim-sum od Tim Ho Wan w Singapurze.

Oficjalna strona restauracji: http://www.timhowan.com/

Jest również ulica, gdzie taniego jedzenia jest w brut a pichcenie odbywa się całą dobę. To teoretycznie jest już dzielnica Yau Ma Tei, ale atmosfera Mong Koku jest wszechobecna. Na Temple Street można zjeść nawet o 2 w nocy. Na szybkie zaspokojenie głodu są uliczne przekąski, na dłuższe spotkanie towarzyskie polecany jest hot-pot (gorący kociołek) albo Korean BBQ (koreański grill).

Myślę, że aurę tego miejsca bardziej niż słowa oddadzą jednak zdjęcia oraz video powyżej. Przybywanie na Mong Kok to krok w stronę bliższego zrozumienia dynamiki kultury chińskiej; jej różnorodności i kolorytu.